12.02.2010

NAKRĘCANIE SIEBIE


DRZEWA NIE BĘDĄ WYCINANE. KTOŚ DEZINFORMUJE...

Nie wiadomo skąd, dlaczego i w jakich okolicznościach, ale w gminie Lubiszyn zakrólowała dziwna plotka…
Wszystko za sprawą ewidentnego nieporozumienia lub najzwyklejszej złośliwości. Tak czy inaczej w Urzędzie Gminy rozdzwoniły się telefony mieszkańców Tarnowa z błagalnym apelem: „Nie wycinajcie nam drzew w alei do cmentarza”. Sprawa dotyczyła kilku topoli, które zostały specjalnie oznakowane, ale nie po to, by je wycinać. „To element dbałości o te drzewa, a nie przygotowanie do wycinki. Zaznaczamy je, bo oczekujemy wizyty fachowców, którzy dokonają obserwacji i podejmą decyzje w jaki sposób utrzymać je dłużej przy życiu. Nawet przez myśl nikomu nie przyszło wycięcie czegokolwiek” – wyjaśnia wicewójt Daniel Niekrewicz. Plotka zaczęła jednak żyć „własnym życiem”, a wielu mieszkańców – bardzo słusznie – zaczęło się niepokoić. To kolejny dowód na to, że mieszkańcy Tarnowa dbają o swoje sprawy. Wraz z wicewójtem Niekrewiczem wizję lokalną w alei z chorymi drzewami odbył w czwartek (11 bm.) sołtys Grzegorz Miszkiewicz. Tak więc leczenie drzew odbywa się pod jego czujnym okiem, a kto jak kto, ale on na wycince drzew zna się doskonale. Tylko, że nikt niczego nie chciał wycinać...

PIENIĄDZE W PIERWSZYM NABORZE ROZDANE...

Twardy orzech do zgryzienia mieli członkowie Rady LGD, którzy w piątek (12 bm.) oceniali wnioski o dofinansowanie w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007 – 2013. Wyniki nie są jeszcze znane.
Klaruje się wstępna lista potencjalnych beneficjentów, którzy będą mogą liczyć na to, że ich pomysł zostanie dofinansowany w ramach działania „Małe projekty”. Aplikować mogły sołectwa, organizacje społeczne, kluby sportowe, parafie, a nawet osoby fizyczne. W sumie do rozdysponowania było w tym naborze 300 tysięcy złotych w ramach działania „Odnowa i rozwój wsi” oraz ponad 250 tysięcy w ramach działania „Małe projekty”. O pieniędze stara się mieszkaniec wsi Tarnów Grzegorz Miszkiewicz, ale gminy Lubiszyn dotyczyła też inna operacja, której autorem jest jeden z mieszkańców gminy Kłodawa. Przygotowuje on publikację księżkową na temat zwyczajów, tradycji oraz ciekawych miejsc i osób z terenu gmin Lubiszyn i Kłodawa. Z pewnością w książce znajdzie się również wiele informacji o Tarnowie, Lubiszynie, Lubnie czy Stawie, a także innych miejscowościach gminy. "Publikacja ma charakter otwarty i szczegółowo uwzględni najciekawsze wydarzenia oraz miejsca waszej gminy, która ma ciekawą historię, fajne zwyczaje i wiele świetnych miejsc do opisania" - mówi autor projektu Mariusz Wójcik. W ramach działania „Małe projekty” wpłynęło 17 wniosków i od początku wiadomo było, że dofinansowanie otrzymają tylko te najciekawsze, najlepiej napisane oraz wpisujące się w Lokalną Strategię Rozwoju. Dla nikogo nie było żadnej taryfy ulgowej...każdy wniosek oceniany był z założeniem jak najlepszej dobrej woli wnioskodawcy. Niestety nie każdy z nich wpisywał się w strategię. Dlaczego nie wszystkie wnioski mają szansę na dofinansowanie ? Kwoty na które opiewają przewyższają wartość konkursu. Dlatego dobrą ocenę otrzymują głównie te najlepsze.
To jednak dopiero początek i wiadomo, że w kolejnym naborze udział weźmie dużo więcej potencjalnych beneficjentów z gminy Lubiszyn, a wnioski napisane będą lepiej i zgodnie z Lokalną Strategią Rozwoju. Dokumentację przygotowuje Wysoka, Staw, Ściechów oraz Lubno.

11.02.2010

BYSTRY MECENAS I SZANTAŻ LUB GŁUPOTA W TLE ...

Może i gminny mecenas popełnia coraz więcej błędów, ma problemy z pamięcią oraz koncentracją, ale nie ma wątpliwości, że nie można mu odmówić sprytu i cwaniactwa. Ewidentny konflikt interesu zamienił w pomyłkę, a z wójta zrobił idiotę. Szkoda, że temu ostatniemu brakuje klasy. Jest też inny wariant… szantaż.
Kilka tygodni temu okazało się, że gminny prawnik mec. Henryk Wiśniewski popadł w konflikt interesów, bo reprezentował w jednej sprawie dwie strony sporu: Gminę Lubiszyn i Nadleśnictwo Dębno. Co ważne – podpisując dokumenty w imieniu Nadleśnictwa działał przeciw interesom gminy. – Zwróciłem mecenasowi uwagę, że to niedopuszczalne – mówił wówczas w „Gazecie Lubuskiej” wójt Tadeusz Piotrowski, choć w ostatnich dniach – pewnie z powodu „ciężkiej choroby” – diametralnie zmienił zdanie. Zdania nie zmieniają przełożeni Wiśniewskiego. – To ewidentny i niedopuszczalny konflikt interesów, którym zająć się powinien Rzecznik Dyscypliny. Sprawą powinien się zająć sam lub powinien go ktoś o tym poinformować – komentował dziś dla „PT” całą sprawę Paweł Rochowicz z Naczelnej Rady Adwokackiej w Warszawie. Rzecznik to rodzaj prokuratora, który może wnioskować o ukaranie mecenasa karami upomnienia, nagany, karą finansową, a nawet wykonywania zawodu. Wydaje się, że mec. Wiśniewski zdaje sobie sprawę z błędu, bo zaczął „produkować” całkiem przyzwoite alibi, a twórczo i na piśmie, wspierają go w tym Nadleśniczy Dębna, a także sam wójt Tadeusz Piotrowski, który w trakcie „ciężkiej choroby” i długiego urlopu zmienił zdanie. Efekt jest taki, że mecenas przyznaje się do pomyłki i przypadkowego podpisania dokumentu, a mieszkańcom wypada się cieszyć, że „przez przypadek” nie podpisał czegoś bardziej istotnego. Ciekawe czy i tym razem w swojej obronie mec. Wiśniewski posłuży się kłamstwami i niedomówieniami. Ostatnim razem w swojej obronie używał nawet argumentu, że wydawcą „PT” jest …Urząd Gminy.
Mecenas Wiśniewski jest stary, a jego problem rozwiąże w końcu biologia. Problem tkwi gdzie indziej - dlaczego wójt Tadeusz Piotrowski ochoczo wspiera na piśmie i w działaniach mec. Wiśniewskiego w odkręcaniu nawet największych błędów i świństw. „Puls Tarnowa” dysponuje materialnymi dowodami na to, że nie jest to działanie całkiem dobrowolne. Szkoda tylko tej wspaniałej gminy…

10.02.2010

IM WYŻEJ MAŁPA WCHODZI NA DZRZEWO, TYM BARDZIEJ WIDAĆ JEJ TYŁEK

Wojewoda Lubuski coraz częściej decyduje się na podjęcie kroków prawnych w stosunku do samorządowców, którzy w swojej działalności nie zachowują podstawowych standardów prawnych i moralnych. Tylko w ostatnim kwartale wygaszone zostały cztery mandaty radnych w województwie…
Teoretycznie wszystko jest w porządku, bo należy się cieszyć z faktu iż radni są aktywni, a także angażują się w działalność różnorakich organizacji. Sytuacja komplikuje się, gdy organizacje w których władzach zasiadają, sięgają po środki publiczne, które pochodzą z budżetów gmin w których są radnymi lub też, gdy stowarzyszenie prowadzi działalność na mieniu komunalnym gminy. Problem ten dotyczy kilku lubiszyńskich samorządowców i choć trudno mówić o ewidentnym złamaniu prawa, to nie ma co ukrywać, że sytuacja jest dwuznaczna. – „Radny nie może zasiadać we władzach klubu sportowego, który prowadzi działalność gospodarczą lub otrzymuje środki na swoją działalność z budżetu gminy” – uważa mec. Mariusz Filipek z kancelarii Filipek & Kamiński. Tymczasem w gminie Lubiszyn są samorządowcy, którzy we władzach takich klubów zasiadają. „W takich sprawach może zachodzić przesłanka obligatoryjnego wygaśnięcia mandatu radnego z uwagi na naruszenie ustawy o samorządzie gminnym poprzez prowadzenie działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy, w której radny uzyskał mandat a także przez zarządzanie taką działalnością do czego zalicza się przedstawicielstwo oraz sprawowanie funkcji pełnomocnika” – stawia sprawę mocno w rozmowie z „PT” Sylwester Szczepaniak z antykorupcyjnej organizacji Transparency International Polska. Podobnie dwuznaczna sytuacja ma miejsce w odniesieniu do innego radnego, który jest jednocześnie szefem organizacji społecznej, która w realizacji swoich statutowych celów posługuje się pieniędzmi publicznymi. Również tutaj nie ma wątpliwości S. Szczepaniak, który podkreśla, że radny nie powinien być we władzach takiego stowarzyszenia nawet wtedy, gdy z jego wewnętrznych obowiązków w organizacji nie wynika zajmowanie się działalnością gospodarczą. „Istotą powyższego przepisu jest przecięcie wszelkich związków pomiędzy mieniem komunalnym jednostki samorządowej, a radnym tegoż samorządu” – mówi „PT” Szczepaniak. Można dyskutować nad kwestiami literalnego traktowania prawa, bo aktywność radnych w organizacjach społecznych, to raczej ich atut, a nie powód do wstydu. W niektórych przypadkach, działalność klubów prowadzonych przez radnych, to wspaniała promocja gminy Lubiszyn. Nie ma jednak wątpliwości, że radny powinien być jak żona Cezara: poza wszelkimi podejrzeniami. Tymczasem trudno o brak wątpliwości, gdy radni zabiegają o środki na kluby sportowe lub organizacje społeczne w których sami pełnią funkcje kierownicze.
Przecież można działać w klubie lub stowarzyszeniu, nie pełniąc funkcji w zarządzie. Wtedy troska o ludzi potrzebujących, rozwój sportu oraz innej działalności, ma mniej partykularny charakter. Całkiem inną i żenującą sytuacją jest zarabianie na majątku gminy przez małżonków radnych, bo i z takimi przypadkami mamy w gminie Lubiszyn do czynienia. Majątek małżeński można rozdzielić, ale przyzwoitości od moralności oddzielić się nie da…
Można oczywiście powiedzieć, że „Puls Tarnowa” się czepia, bo jeszcze dwa lata temu można było wszystko – mówić, robić i załatwiać, a nawet działać nie w interesie gminy, lecz instytucji występujących przeciw niej. Oświadczenia majątkowe były jawne, ale nikt nie wiedział gdzie są, a niektóre wypełniane były świadomie błędnie. Dziś się to zmienia, a wielu osobom ta sytuacja nie odpowiada. Problem w tym, że najlepsze dopiero przed nimi... Działalność publiczna jest dobrowolna, a jawność to cena, którą trzeba zapłacić. Cena tym większa im wyżej się wchodzi. Wie o tym autor tego tekstu - który cenę ta płacił wielokrotnie - i wiedzieć powinni przyszli kandydaci na wójtów i radnych. Inaczej mówiąc – „Im wyżej małpa wchodzi na drzewo, tym bardziej widać jej tyłek”.

9.02.2010

POLACY NIE GĘSI...


INTERNAUCI O WÓJCIE I PRZEWODNICZĄCYM

Ostatnia publikacja „Gazety Lubuskiej” na temat uchylenia przez wojewodę Helenę Hatkę uchwały Rady Gminy w sprawie obniżenia wynagrodzenia wójtowi Tadeusz Piotrowskiemu, wywołała żywą dyskusję na forum tego dziennika. Poniżej kilka wpisów:
MAKS: „Niech p. Hatka wypłaci temu gościowi, co obija się w pracy, ze swoich poborów, a nie z naszych podatków. To jej koleś partyjny z PO - afera następna się zbliża ?”.
ANDZIA: „Niech pan przewodniczący rady (p. Leśniewski) zajmie sie lepiej swoja żona którą wsadził na stanowisko kierownika USC w Lubiszynie(…)".
LUBISZYNIANKA: „Gówno Piotrowskiemu zrobią, a on sie niczym nie przejmuje(…)”.
ZIOMAL: „Gmina Lubiszyn niestety nie ma szczęścia do gospodarzy. Poprzednicy nie robili dosłownie nic, ale skandali nie było. Obecnie robi się całkiem dużo, ale skandal goni skandal(…)”
STAWIANKA: „Wszystko to robota Leśniewskiego, któremu woda sodowa walnęła do głowy. Chłop zapomniał tylko, że jest od Piotrowskiego uzależniony i nie może powiedzieć, że obecny wójt źle rządzi, bo jego żona i on sam bierze w tym udział, a nawet korzysta z tego(…)”
KRZAK: „Wojewoda nie wie co robi uchylając tą uchwalę. Wójta nie było w piątek kolejny już raz na sesji, bo choruje na wiadomą chorobę filipińską. Wojewoda powinna wiedzieć, że jest litera i duch prawa, a choć radni popełnili formalne błędy, to Piotrowski powinien zarabiać tyle, ile pracuje. Wójt Piotrowski nie pracuje wcale(…)”.
NIEZAINTERESOWANY: „Beznadziejne forum, beznadziejny tekst i beznadziejna sprawa którą zainicjowali wrogowie wójta Piotrowskiego. Od początku było wiadomo że on nie jest nikomu na rekę bo będzie chciał zlikwidować lokalne kliki i układy(…)”
ECHO SUMIENIA: „Szkoda pisać bo to i tak nic nie zmieni. Wójt Piotrowski będzie pił i nie przychodził do pracy. Przewodniczący Leśniewski będzie udawał że jest oburzony, choć jego żonka pracuje w urzędzie. Radni chcieliby się przed wyborami popisać i do wójta nie podskoczą(…)”.
LESNY LUDEK: „Radni trzy lata kryją wójta, a jak przyjedzie jakiś dziennikarz, to nikt nie widział wójta pijanego, nikt do niego nic nie ma, a teraz jest problem, bo mówi o tym całe województwo”.
WIĘCEJ WPISÓW:
http://forum.gazetalubuska.pl/Rada-obciela-wojtowi-pensje-ale-wojewoda-uchylila-te-uchwale-t40932.html

WÓJT PRAWNIK ZAMIAST WÓJTA LENIA...

Czy przewodniczący Rady Gminy nie potrafi pisać, a występująca w jego imieniu zastępczyni podpisuje się pod czymś, czego powinna się wstydzić?
Takie można odnieść wrażenie z odpowiedzi jaką „Puls Tarnowa” otrzymał na pismo, które zostało imiennie skierowane do przewodniczącego Rady Gminy Eugeniusza Leśniewskiego. Nie dość, że nie odpowiedział osobiście, to tezy pod którymi podpisała się wiceprzewodnicząca RG Grażyna Banasiak kompromitują nie tylko ten duet, ale całą radę. Rzecz dotyczyła głośnej w mediach sprawy reprezentowania przez gminnego prawnika mec. Henryka Wiśniewskiego zarówno Urzędu Gminy, który był w sporze z Nadleśnictwem Dębno, jak też samego nadleśnictwa. „To jedno z największych przewinień jakich może dopuścić się prawnik. Przygotowywane zmiany w prawie idą w kierunku jeszcze większych zaostrzeń w tym zakresie” – komentuje przedstawiciel palestry z dużym doświadczeniem i parlamentarzysta w jednej osobie, który nie chce jednak by jego nazwisko w jakikolwiek sposób było kojarzone z lokalnym adwokatem. Choć sprawę szeroko komentowały lokalne media – „Gazeta Lubuska”, Radio RMG i Radio Zachód, słowa oburzenia artykułowali przedstawiciele Okręgowej Izby Adwokackiej, a do „PT” przyszło w tej sprawie kilka listów, to o sprawie do dziś nic nie wiedzą radni. „Rada Gminy Lubiszyn nie posiada wiedzy w zakresie reprezentowania przez mec. Henryka Wiśniewskiego interesów podmiotów będących w sporze z Gminą Lubiszyn” – napisała 2 lutego br. wiceprzewodnicząca Banasiak. Inaczej mówiąc – „czeski film”: nikt i nic nie wie, a "pierwszy prawnik wśród rolników i pierwszy rolnik wśród prawników"wciąż budzi strach niemal wszystkich: wójta, zastepcy, przewodniczącego, urzedników, radnych i sołtysów. Powstaje pytanie: po co utrzymywać w gminie nieobecnego wójta oraz prawnika, skoro na wójta można wybrać prawnika i mieć przysłowiowe "dwa w jednym". Stary, ale jary...

8.02.2010

SIŁĄ DO ROBOTY...




TISZE JEDZIESZ, DALEJ BUDIESZ


Sympatia ludzi nie zawsze jest wprost proporcjonalna do rozgłosu, a wiele osób mówi dobrze właśnie o tych samorządowcach, którzy w cieniu i bez fajerwerków dbają o interesy swoich wyborców.
Lubiszyńscy samorządowcy dzielą się na tych, którzy wiecznie podkreślają swoje istnienie, choć nie zawsze coś z tego wynika oraz tych, którzy działają po cichu i niepotrzebnie się nie wychylają. Najważniejsze, że mają efekty. Najlepszy przykład, to Roman Sławiński oraz Czesław Wyszowski z Lubna, którzy na sesjach wcale nie brylują, ale swoją skuteczność okazali już niejednokrotnie. „Zrównoważony i spokojny człowiek, który wie czego chce” – mówi o radnym Wyszowskim mieszkanka Lubna Kazimiera Karczewska. W podobnym tonie wypowiada się inna mieszkanka Lubna Zofia Makowska. „Dobry człowiek, który zawsze porozmawia i powie coś dobrego. Pewnie w radzie też wprowadza taki spokój” – dodaje. Nie mniej pochlebnych opinii zbiera innych radny z Lubna Roman Sławiński, który na rzecz mieszkańców działa razem z zoną. „O panu Romanie nie da się powiedzieć niczego złego, bo to porządny człowiek, dobry gospodarz i zaangażowany w sprawy naszej wioski działacz” – mówin Jolanta Paprocka z Lubna. Obaj mogą liczyć na doskonałą opinię swojego proboszcza. „Jestem tu ponad dwa lata, ale nie słyszałem, by ktokolwiek powiedział o nich coś złego. Wnioskuję, że dobrze działają dla tutejszej społeczności i wiedzą po co zostali wybrani” – mówi proboszcz Lubna ks.Tomasz Bielachowicz. Dobrych recenzji i opinii nie szczędzą swojej radnej również mieszkańcy Stawu, którzy uważają iż przewodnicząca komisji Oświaty i Spraw Socjalno-Komunalnych Janina Sidor reprezentuje ich dobrze i skutecznie. „Wiem, że cały czas interesuje się naszą miejscowością, pojawia się gdzie trzeba i dobrze reprezentuje nasze interesy” – mówi Dawid Skrzypczak ze Stawu. Pozytywnych opinii nie oszczędzają jej również stawskie kobiety, które widzą w niej swoją reprezentantkę. „Nie znam jej osobiście, ale słyszałam same superlatywy. Podobno zna się na administracji i dobrze nas reprezentuje” – dodaje Sylwia Król ze Stawu. Doskonałym przykładem radnego, który ma ogromny autorytet i cieszy się wielkim szacunkiem, ale nigdy nie pcha się do pierwszego szeregu, jest radny Ireneusz Żyliński. „To prawie mój sąsiad i uważam, że to bardzo w porządku człowiek i jeszcze bardziej przyzwoity samorządowiec” – mówi Marian Kufel z Marwic, który zastrzega się, że gminą za bardzo się nie interesuje, ale wie iż Żyliński „jest w porządku”. „Bardzo miły człowiek, który zawsze porozmawia, pocieszy i zapyta o samopoczucie” – mówi Piotr Proch, który kojarzy Żylińskiego z klubu sportowego „Zorza Marwice”. „Spokojny, ale bardzo mądry” – dodaje Teresa Jasińska z Marwic. Niestety, nie w każdej miejscowości mieszkańcy są tak rozmowni, bo albo radni „przeszarżowali” i uważają, że zrobili dla wyborców bardzo wiele, a mieszkańcy wiedzą swoje, albo mieszkańcy nie wiedzą nawet kto jest ich radnym. Są też tacy, którzy twierdzą, że nie powiedzą o radnych zbyt dużo, bo musieliby ich obrazić.

ZAANGAŻOWANY SPOŁECZNIE, DOBRY AKTOR, GŁOŚNY PIENIACZ CZY ZWYKŁY PICER ???

Uchylona przez wojewodę uchwała, to w dużej mierze pokłosie emocjonalnej reakcji radnego z Baczyny. Zagroził rezygnacją z mandatu, gdyby Rada Gminy skutecznie nie ukarała wójta gminy.
Wszystko miało miejsce w grudniu 2009 roku podczas sesji budżetowej, na której nie było wójta Tadeusza Piotrowskiego. Radny Jerzy Obara postanowił złożyć „dla picu” rezygnację z mandatu i w ten sposób wymóc na radnych jakąś decyzję w sprawie wójta. „To jest walenie głową w ścianę(…). Martwi mnie taka sytuacja, nie mogę się z tym zgodzić i dlatego składam mandat radnego(…)” – mówił podczas sesji budżetowej Obara, który dla lepszej teatralności gestu przygotował sobie nawet stosowne pismo,
a radni zapewniali go iż nie powinien rezygnować , bo jest przyzwoity, porządny, zasłużony dla gminy i takie tam dyrdymały... Tymczasem sam Obara, to cyniczny gracz, a potwierdzeniem tego jest fakt, że nie była to jego pierwsza zapowiedź "złożenia mandatu". "Jurek sie nie zmieni, choć do samej rady nic nie wnosi" - ocenia go kolega z rady, który chce pozostać anonimowy. Niemal identycznie próbował zastraszyć kolegów i koleżanki 29 października 2009 podczas nieformalnego spotkania radnych z wójtem Piotrowskim. Wtedy też „składał mandat” i udawał jedynego sprawiedliwego, a gdy 30 października napisał o tym "Puls", to dostał przysłowiowej "sraczki" i wydzwaniał po radnych i do przewodniczącego Eugeniusza Lesniewskiego. „Na początku zdawał się być człowiekiem odważnym, ale z czasem widać, że to zwykła upierdliwość i można do niego mówić o czymś dziesięć razy, ale nie zrozumie” – mówi osoba wykonująca w Lubiszynie mandat radnego pierwszą kadencję. Można się spodziewać, że takich „rezygnacji” radnego Obary będzie więcej, gdyż jest on przekonany o swojej nieomylności i moralności najwyższej próby, a im bliżej końca kadencji, to będzie się tłumaczył, że nowe wybory to niepotrzebne koszty. Moralność nakazywałaby jednak przynajmniej zawieszenie funkcji przewodniczącego stowarzyszenia, które dostaje pieniądze z budżetu gminy Lubiszyn, na czas pełnienia mandatu, albo nie angażowanie się w ich pozyskanie. Ludzie, których Obara pozwala sobie często krytykować wykonują swoją pracę nieodpłatnie i – w przeciwieństwie do niego - nie z pieniędzy gminy. Łatwiej jest być ofiarnym dla innych, gdy ma się na to co roku zagwarantowane środki z budżetu gminy w której jest się radnym.
W swojej samorządowej działalności Obara niczego nie dokonał, ale czepiał się wszystkich i wszystkiego – od pracownic odpowiedzialnych za fundusze europejskie, przez organizację gminnych imprez oraz wydawnictw, a na rozbudowie szkoły kończąc. „To taki pistolet, którego trzeba odpowiednio urobić i na jakiś temat podpuścić, a on wtedy na sesji wyskoczy i wygarnie. Typ pieniacza” – mówi inny radny, który jak zwykle nie chce podawać nazwiska, bo… ”Wiesz jak jest, Jurek ma opinię zaangazowanego i będzie się potem czepiał”.
Można powiedzieć, że jest zaprzeczeniem innego radnego z Baczyny – Artura Terleckiego, który mówi tylko wtedy, gdy potrzeba. Jak zabiera głos - to na temat, a gdy kogoś krytykuje, to rozumie o co chodzi. Warto się więc uczyć, bo wiek to tylko kategoria socjologiczna, która nie generuje nowych połączeń neuronowych pomiędzy mózgowymi snapsami … których z wiekiem ubywa.

7.02.2010